Po co nam ERP, MES, WMS i cały ten przemysł 4.0?

Coraz częściej mówi się o produkcji magazynowej a nie o logistyce wewnątrz magazynu. Dzisiejsze operacje magazynowe, w szczególności prowadzone w dużej skali na potrzeby eCommerce, przypominają bowiem coraz bardziej procesy produkcji.

ERP, MES, WMS

Co trzecie wydane na pralkę Euro trafia do producentów w Polsce a co ósma część samochodowa produkowana w Europie pochodzi z naszego kraju. Patrząc na same liczby można by sądzić, że nasz kraj stanowi istotny i rozwinięty technologicznie ośrodek przemysłowy.

Odwiedzając jednak dziesiątki zakładów produkcyjnych w Polsce zauważyć można ciekawą prawidłowość. O ile niemal we wszystkich firmach wdrożony jest system ERP, to niemal w żadnej nie ma uruchomionego modułu czy też systemu MES.

MES, czyli Manufacturing Execution Systems to klasa narzędzi zbierających w czasie rzeczywistym informacje wprost ze stanowisk produkcyjnych, pozwalając na bieżąco reagować na wszelkie nieprawidłowości w procesie. Pozyskane dane pozwalają również na analizę kluczowych wskaźników efektywności na produkcji.

MES na produkcji jest odpowiednikiem WMS, czyli Warehouse Management System, w magazynie. W wielu sklepach internetowych, a nawet lokalnych sieciach handlowych, również widoczny jest brak tego typu systemów.

Jeżeli w firmie nie ma MES lub WMS to znaczy, że planowanie i ewidencja odbywają się wyłącznie księgowo. Nikt nie ma pojęcia o tym, co się dzieje na hali produkcyjnej i magazynie.

Magazyn jest czarną skrzynką analizowaną wyłącznie w całości. W praktyce jednak efektywnej logistyki nie można zbudować mając wyłącznie ogólną wiedzę o tym, co i gdzie jest składowane oraz na jakim etapie znajduje się realizowane zamówienie.

Nie trzeba chyba mówić, że przy takim poziomie widoczności procesów nie można liczyć na ich efektywność. W końcu jak mówi stare przysłowie – „jeżeli czegoś nie mierzysz, to tym nie zarządzasz”.

W efekcie zamiast synergicznego współdziałania tych systemów, mamy do czynienia z wyspami oprogramowania wdrożonego wokół konkretnych maszyn czy systemów wykonawczych.

Rozmawiałem zarówno z inżynierami z fabryk, jak i dostawcami oprogramowania oraz automatyki. Nie uzyskałem odpowiedzi. Sam zajmowałem się jednak kiedyś projektowaniem i wdrażaniem ERP. Pozwolę więc sobie zaryzykować tezę, że rozumiem dlaczego.

IT a Przemysł 4.0

ERP wdrażane są na ogół przez integratorów oprogramowania, których kompetencje koncentrują się na ekranach, wydrukach i raportach z komputerów oraz terminali funkcjonujących w firmie.

Gdy przychodzi do wysterowania linii produkcyjnej, urządzenia wykonawczego typu laser czy system wizyjny, wyświetlenia stanu procesów na tablicach synoptycznych czy nawet zapalenia trywialnego andona – kompetencje integratora okazują się niewystarczające. Firmy IT raczej nie zatrudniają automatyków przemysłowych, leanowców czy inżynierów procesów produkcyjnych.

Tymczasem na hali produkcyjnej i dookoła niej króluje drogocenny sprzęt, maszyny i automatyka, która siłą rzeczy wdrażana jest przez różne firmy, skupione najczęściej na własnym urządzeniu oraz wysokich karach umownych za przestoje spowodowane awariami.

Analogicznie na hali nowoczesnego magazynu wykorzystywane są przenośniki rolkowe, taśmowe, sortery, układnice, zjeżdżalnie grawitacyjne. Wszystko o czym można przeczytać między innymi w „Introduction to the Automated Warehouse” (stworzona została ona przez National Center for Supply Chain Automation w Stanach Zjednoczonych, a jej celem jest zwiększenie liczby wykwalifikowanych techników w kraju).

Na ogólnym poziomie znajomość rodzajów automatyzacji w magazynie przydaje się każdemu kto zarządza logistyką.

Takim sprzętem nie zajmują się firmy ze świata IT, tylko raczej integratorzy wyspecjalizowani w automatyce oraz wąskiej grupie procesów, które realizowane są przy pomocy sprzedawanych przez nich urządzeń.

Właśnie dlatego Industry 4.0 wchodzi do nas bardzo opornie. Robotyzacja jakiejś operacji technologicznej czy powieszenie kolorowych tablic w zakładzie to dużo za mało, żeby mówić o czwartej rewolucji przemysłowej.

Droga do niej wiedzie raczej przez przygotowanie i wdrożenie strategii Przemysłu 4.0, uwzględniającej synergię świata IT oraz automatyki. To dzięki niej przysłowiowa śrubka będzie nie tylko widoczna w systemie ERP jako „nakrętki różne, kg” ale znajdzie swoje odzwierciedlenie także w procesach traceability, sterowaniu linią produkcyjną, procesach zapewnienia jakości, procesach material flow czy floor operations.


Artykuł został opublikowany na łamach magazynu Logistyka Po Prostu.

Autorami są: Adam Sobolewski, Supply Chain & Operations Manager w logistykapoprostu.pl oraz Bartłomiej Łatka, Business Development Manager.

 

powrót